-->
    
powered by FreeFind  

Kwietny Bieg
  Aktualności
  Wokół Polski
  Wokół Błoń
  Śląsk
  Konkursy
  Historia
  Organizator
  Partnerzy
  Forum
  Finansowanie
  Kontakt
  Do pobrania

 

Wyniki konkursu "Relacja z Kwietnego Biegu" 2009

Konkurs "Relacja z Kwietnego Biegu" rozstrzygnięty - Jakub i Bogusław Szczurek laureatem.

Komisja Konkursowa na posiedzeniu w dniu 29.08.2009 zdecydowała o przyznaniu głównej nagrody - zestawu satelitarnego ufundowanego przez firmę Dipol. Laureatami zostali: Jakub i Bogusław Szczurek.
Nagrodzona praca, reporterska relacja z odcinka Kwietnego biegu pomiędzy Ropianką a Wolą Niżną wiernie oddaje klimat Biegu, w którym młodzież i mieszkańcy nadgranicznych gmin wysiłkiem fizycznym i organizacyjnym upamiętniają postać Jana Pawała II.

Komisja konkursowa: dr Agnieszka Kurnik - polonistka, Tadeusz Szydłowski - Stowarzyszenie 10 czerwca, Piotr Waśniowski - przedstawiciel sponsora.



KWIETNY BIEG 2009


…ku czci Jana Pawła II.

Jego pontyfikat zmienił bieg historii świata. Podczas swoich pielgrzymek przemierzył 1 271 000 km, czyli 31 okrążeń kuli ziemskiej. Zmienił świadomość i serca milionów ludzi. Tuż przed śmiercią Jana Pawła II i zaraz po niej cały świat był świadkiem niespotykanej eksplozji miłości do zmarłego Namiestnika Chrystusa.

Gdy Ojciec Święty Jan Paweł II przybył do Polski po raz pierwszy w 1979 roku, nauczyciele i opiekunowie dzisiejszych młodych sportowców jeszcze się kształcili. Kiedy rodziła się Wolność w 1989 roku, rodzice ich wiązali się sakramentem małżeńskim. Gdy Piotr naszych czasów odwiedzał Duklę i Krosno w 1997 roku, niektórzy z dzisiejszych biegaczy mieli szczęście oglądać Jego wjazd do miasta narodzin św. Jana. Najmłodszych z nich nie było jeszcze na świecie.



Właśnie dziś, 27 maja 2009 roku, wspomnienia te powróciły, bo to dla Niego „Młodzi” biegli 25,9 km od Ropianki do Woli Niżnej w gminie Dukla.
Ropianka to miejscowość założona w XVI w. Około 1868 r. odkryto tu ropę naftową. W latach 1885-1888 działała tutaj Praktyczna Szkoła Wiercenia Kanadyjskiego. Upamiętniono to miejsce pamiątkową tablicą i naftowym kiwonem.
Godzina 9.30, pamiątkowa wspólna fotografia. Dzieciaki ze Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Dukli (ok. pięćdziesięciu) mówią, że chyba „papież załatwił” im pogodę. Słońce grzeje już mocno, a północny wietrzyk chłodzi rozgrzane wcześniej mięśnie. Dwie policyjne Yamahy z krośnieńskiej drogówki budzą podziw wśród motorowych znawców.
Start nastąpił po przekazaniu sztafetowej szarfy i pozdrowieniach samorządowych władz gmin Krempna i Dukla oraz powiatów Jasło i Krosno.
167,6 kilometr Ogólnopolskiej trasy biegu.
Godz. 9.36. Policjanci rozpoczynają pilotowanie eskapady. Ze skrzyżowania dróg Olchowiec- Krempna - Dukla rozgrzewka w formie truchtu ok. 200 m z lekkim spadem terenu. Potem już mniej spokojnie.
Biegniemy dalej. Najstarsi gimnazjaliści z flagami Polski, Kwietnego Biegu oraz tą najbardziej widoczną, papieską. Wkrótce młodsi (IV, V i VI klasa) chcą także chociaż kilkaset metrów przebiec na czele i być dostrzeżonym. Zaczyna się podział na grupy. Po pięciuset metrach niektórzy zaczynają zdejmować koszulki, które tak pieczołowicie przygotowywali na dzisiejszy półmaraton. Inni oznaczyli się specjalnymi naklejkami. Słońce coraz wyżej.
169,0 km – biegacze dobiegają do skrzyżowania i skręcają w kierunku wschodnim. Tutaj dołączają do nich uczniowie szkoły w Tylawie. Stąd chyba najpiękniejsza panorama kotliny Beskidu Dukielskiego. Prawdopodobnie wrócą tu kiedyś z aparatem fotograficznym lub kamerą, rowerem lub na czerwony beskidzki szlak, biegnący od Wołosatego w Bieszczadach do Ustronia w Beskidzie Śląskim.
172,5 km - Mszana - pierwszy nasz kibic- sympatyk biegu ma ok. 3 lat. Samochód fotoreporterów (współpracujący umiejętnie z policją i ochroną) zatrzymuje się i maluch zostaje udekorowany pamiątkową naklejką KB 2009. Najbardziej zadowolona jest chyba mama, która jeszcze energiczniej zaczyna pozdrawiać wybiegających zza zakrętu sportowców. Musimy odjeżdżać. Przepuszcza nas samochód druha Andrzeja z OSP Iwla , która zabezpiecza trasę biegu. Kolejna grupka to dwie miłe dziewczynki, rodzice i dziadkowie. Mimo upału czekają uparcie w cieniu brzozy, by zobaczyć „swoich”. W centrum wioski jesteśmy obserwowani z góry… przez bocianią rodzinę, która na chwilę przerwała czyszczenie piór. Tutaj także widać zainteresowanie mieszkańców. Na pastwiskach dawnego Igloopolu pasą się krowy. Z prawej strony piękne wzniesienia z jasną wiosenną zielenią oraz pasącymi się owcami i kozami - to pasmo o ciekawej nazwie Wapno. Droga zaczyna podnosić się lekko w górę, w oddali widać wieś Tylawa i jej letniskowe zabudowania oraz trzy kościelne wieże dawnej cerkwi grekokatolickiej ze wspaniałym ikonostasem wewnątrz.
174,5 km - część zawodników i zawodniczek młodszych wiekiem decyduje się na odpoczynek w jadącym za kolumną autobusie, gdzie opiekunowie obserwują ich zdrowie. Przecież to nie zawodowcy i czasami ambicja nie pozwala na właściwe rozłożenie sił. Biegną wtedy do ich kresu.
176,7 km - grymas na twarzy, ucisk ręką prawego boku – to popularna kolka. Minęła dosyć szybko. Jeszcze 700 m i odpoczynek, oczekiwanie na „maruderów” i obowiązkowy postój.
177,4 km - wszyscy muszą wbiec na międzynarodową "dziewiątkę" razem. Trzeba zatrzymać pędzące od strony Słowacji TIRY. Jedenastoletnia Marta szybko wskakuje do pobliskiego górskiego potoku i przemywa spoconą twarz. Po pięciu minutach podbieg w kierunku motelu „Bartnik”. Wszyscy zadowoleni, bo na takiej drodze są ważniejsi niż samochody z całej Europy. W prawo - kierunek Cisna. Zmagania i wysiłek obserwuje dumnie paw z gospodarstwa p. Michała. Nawet nastroszył kolorowe pióra. Niestety nie wszyscy to zauważyli.
180,1 km - z flagą Kwietnego Biegu na samym początku biegnie Mateusz - piątoklasista, który bez odpoczynku przemierzył trasę ponad 12 km. Trochę przeszkadzają mu spadające okulary, ale na teren Jaśliskiego Parku Krajobrazowego wbiega w czołówce, nie bacząc na wiek kolegów z gimnazjum. Teren rezerwatu przyrody „Źródliska Jasiołki” jest zacieniony, trochę ulgi, bo słońce schowało się za wysokie beskidzkie jodły.
187 km - Daliowa, stąd niedaleko do uzdrowiskowego Rymanowa Zdroju, ale odwiedzą go w innym terminie. Pożegnanie organizatorów z Krakowa. Na skrzyżowaniu rozgrzewkę przeprowadza dyrektor szkoły w Jaśliskach. Wkrótce pięciu najlepszych gimnazjalistów dołączy do sztafety i pobiegną razem ostatni odcinek do Woli Niżnej. Trasa jest tutaj bez wzniesień. Biegnie wzdłuż wijącej się rzeki Jasiołka.
188,5 km - niektórzy znający teren kierują wzrok w kierunku słońca, a jednocześnie m. Jaśliska, gdzie znajduje się, koronowany 10. 06. 1997 r. przez Jana Pawła II, cudowny obraz Matki Boskiej, Królowej Nieba i Ziemi. W Posadzie Jaśliskiej - przy trasie strażacy oraz mieszkańcy wioski.
191,5 km - sztafeta wbiega do Woli Niżnej i tu olbrzymie zaskoczenie. 10 m od drogi wypatruje młodych sportowców wspaniały kibic. Jan Paweł II. Wyrzeźbiony przez Janka, ludowego twórcę, pomnik NASZEGO PAPIEŻA. Nie sposób go nie zauważyć. Na życzenie byłego proboszcza, autor rzeźby wybudował Mu nieco wyższy postument, by nie stał na trawie i "widział" wszystko co się tutaj dzieje. Z prawej strony mały kościółek (dawna cerkiew) w Woli Niżnej, zakręt, pasieka pszczelarza Pawła, budynek dawnej szkoły i - ostatecznie - upragniony koniec biegu.
193,5 km - meta obok starej kapliczki. Obok niej dwa pomniki przyrody: lipa i wiąz górski.
Zmęczenie, pot, ostatnie łyki napojów, skromne kanapki. Olbrzymia radość. Udało się, teraz kolejny etap w Beskidzie Niskim należy do sztafety gminy Komańcza. Potem już Bieszczady.
Na zakończenie jeszcze garść refleksji:
Szkoda, że podobnie jak w ubiegłym roku nie biegli zawodnicy Krośnieńskiego Klubu Biegacza. Zawodowcy byliby przykładem dla młodzieży. Ponadto należałoby bardziej zaangażować w organizację biegu inne szkoły, nie tylko te, które znajdują się w bezpośredniej bliskości trasy biegu (nie brali w nim, np. udziału uczniowie Zespołu Szkół w Łękach Dukielskich, noszącej imię Wielkiego Rodaka). Może skuteczna kampania reklamowa w całym kraju spowoduje podniesienie rangi tej szczytnej imprezy.
Krosno i Dukla nadały Janowi Pawłowi II honorowe obywatelstwo. To zobowiązuje. Tegoroczny Bieg odbywa się w 30 rocznicę pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny oraz w dwudziestą rocznicę wyborów czerwcowych w 1989 roku. Rodzice dzisiejszych Zwycięzców pragnęli żyć w wolnej Polsce. Dziś ich dzieci przenoszą w biegu "wszystko, co Polskę stanowi".

Jakub i Bogusław Szczurek
Dukla
 



Wyniki konkursu "Relacja z Kwietnego Biegu" 2007

Konkurs "Relacja z Kwietnego Biegu" rozstrzygnięty - Agnieszka Nowacka z Kodnia laureatem.

Komisja Konkursowa na posiedzeniu w dniu 30.07.2007 zdecydowała o przyznaniu p. Agnieszce Nowackiej głównej nagrody - zestawu satelitarnego ufundowanego przez firmę Dipol.
Nagrodzona praca, opisując wydarzenie sportowe i zaangażowanie uczestników  oraz osobiste wrażenia  autorki jest świadectwem oddziaływania Jana Pawła II na tworzenie się pozytywnej energii społecznej i jednoczenie się, we wspólnym działaniu: instytucji, osób prywatnych, dzieci, młodzieży oraz  dorosłych.

Postanowiono wyróżnić prace:

  • Mieczysława Ościka - Górowo Iławeckie
  • zbiorczą relację z Lubaczowa
Komisja konkursowa wysoko oceniła  relacje "na żywo" zawarte na forum www.biegajznami.pl

 

Komisja konkursowa: dr Agnieszka Kurnik - polonistka, Tadeusz Szydłowski - Stowarzyszenie 10 czerwca, Piotr Waśniowski - przedstawiciel sponsora.


NASZEMU PRZEWODNIKOWI W HOŁDZIE

Agnieszka Nowacka

Odżyły wspomnienia
Kiedy w ubiegłym roku zapraszano nas do udziału w sztafecie Kwietnego Biegu (pismo skierowano właśnie do mnie) przyznam, że z dystansem podchodziłam do tego przedsięwzięcia sportowego. Było tak do czasu, gdy uświadomiłam sobie ideę, jaka temu przyświeca. Wróciły wspomnienia – właśnie w 1997 r. uczestniczyłam osobiście na Błoniach Krakowskich w spotkaniu z naszym Rodakiem Janem Pawłem II. Wróciły przeżycia, których się nie zapomina.

Obecnie mieszkam i pracuję w Kodniu – miejscowości znanej z sanktuarium Matki Bożej z cudownym, pochodzącym z Watykanu obrazem. U stóp Pani Podlasia modlił się w 1969 i 1977 roku Kardynał Karol Wojtyła. Już jako Papież wracał jedynie w swoich homiliach do Sapieżyńskiego Kodnia. 4 maja 2006 r. na Kodeńskiej Kalwarii dla upamiętnienia jego wizyt postawiono pomnik – miejsce naszej pamięci i wdzięczności.

Przed rokiem właśnie pod tym pomnikiem kończyliśmy swoje zmagania na trasie sztafety.

Uczniowskie Kwietne Biegi
26 maja 2007r.
godz. 17.00 .Wystartowała Ogólnopolska sztafeta dookoła Polski. W tym samym czasie nasi biegacze udali się na wytyczoną trasę Uczniowskiego Kwietnego Biegu (3530 m) ulicami Kodnia (okrążenia wokół rynku kodeńskiego przed naszym Sanktuarium), pięknymi alejkami naszej Kalwarii, wokół ogrodów zielnych z metą przy pomniku Jana Pawła II, gdzie zapalili znicze.

W Uczniowskich Kwietnych Biegach uczestniczyło 16 osób. Całość przedsięwzięcia zabezpieczali strażacy Ochotniczej Straży Pożarnej Kodeń, patrol Straży Granicznej w Kodniu i rowerzyści. Do UKB przystąpiliśmy jako jedyna gmina w powiecie bialskim.

Sztafeta dookoła Polski
3 czerwca 2007 r. o godz. 18.00 właśnie pod pomnikiem Jana Pawła II zebrali się wszyscy uczestnicy i organizatorzy Kwietnego Biegu z gminy Kodeń, gdzie po krótkiej modlitwie w intencji naszego Papieża i odśpiewaniu jego ukochanej „Barki” uczestnicy biegu złożyli kwiaty i zapalili znicze Papieżowi – Przewodnikowi, prosząc o hart ducha i siły w pokonywaniu swoich słabości na trasie.

Wyjeżdżamy na start naszej sztafety
Wsiadamy do dwóch autokarów, które będą rozwoziły biegaczy na wytyczone zmiany sztafety i udajemy się na granicę gmin do miejscowości Pniski, gdzie będziemy przyjmować sztafetę od gminy Sławatycze.
O godz.19.00 jesteśmy na granicy gmin. Wszyscy zawodnicy przyczepiają plastrony z numerami, kamizelki, koszulki okolicznościowe przygotowane przez koordynatora.
Atmosfera wśród biegaczy bardzo dobra, widać ich zniecierpliwienie (chcą jak najszybciej wyruszyć na trasę ), rozgrzewają się, robią krótkie przedbiegi.
Są już z nami samochód OSP Kodeń, którym będę jechała jako koordynator na czele naszej sztafety, oraz samochód Straży Granicznej w Kodniu, który będzie zabezpieczał naszą sztafetę na końcu. Są też rowerzyści (7 osób), zabezpieczający kolumnę sztafety na trasie.

Przyjeżdża na naszą zmianę wyróżniający się samochód z przyczepą. Jak się okazuje, jest to ekipa „biegajznami”. Rozmawiamy o biegu, trasie, wręczamy im pamiątkowe znaczki z naszej gminy. Są jeszcze z nami podczas przekazania nam sztafety o godz.19:40 i wyruszamy na trasę ku zadowoleniu wielu zniecierpliwionych biegaczy.
Jest też z nami nasz kodeński (znany nie tylko w Polsce) maratończyk Jan Kulbaczyński, który od początku uspokaja tempo biegu studząc zapędy młodych. Sam deklaruje przebiegnięcie całej trasy liczącej 22, 9 km. W Sławatyczach dołączają dwaj biegacze z Milanowa. Ogółem w naszym biegu uczestniczy 60 osób.
Trasa nasza podzielona na odcinki 1km (po 3-4 osoby). Ku mojemu zdziwieniu, przeradza się w ogólny bieg, w którym uczestniczy coraz więcej biegaczy ,chorąży z szarfą i flagowi na czele sztafety. Młodzież wydaje się nie być zmęczona i bardzo wytrwała, choć widać spocone twarze. Dopisuje im humor, rozmawiają ze mną na trasie, prosząc, aby przyśpieszyć tempo biegu (nie ma takiej potrzeby, bo wszystko odbywa się w ramach czasowych przewidzianych przez organizatorów). Widzę przeważającą ilość tych samych twarzy, co świadczy o tym, że biegną już dodatkowe odcinki. Jestem pełna podziwu szczególnie dla tych najmłodszych dziewcząt i chłopców, którzy dzielnie radzą sobie na trasie. Spotykamy wielu mieszkańców naszej gminy kibicujących swoim dzieciom, znajomym i zagrzewających biegaczy do dalszego wysiłku na trasie.

Kierowca naszego autobusu na trasie biegu !!!!
Prawdziwym zaskoczeniem dla mnie – ku radości wszystkich biegnących – był nasz kierowca autobusu, Dariusz Krawczyk, który „chciał też pobiec w biegu i pobiegł”. Zostawiał autobus na zmianie, gnał z autobusu do głównej trasy biegu, zabierał zostających, jechał z nimi na następną zmianę i znowu dołączał do nas . Przebiegł pewnie gdzieś z 6 km. (z flagami, w towarzystwie naszego maratończyka). Młodzi i dorośli biegacze rozkręcają się z kilometra na kilometr a mamy ich do pokonania prawie 23. W powiecie to chyba najdłuższy odcinek. W województwie lubelskim chyba jeden z dłuższych.

Dobiegamy do Kodnia
Około godz. 20:30 dobiegamy do Kodnia .Przez Kodeń biegła chyba najliczniejsza grupa biegaczy. Przebiegaliśmy przed Bazyliką Matki Bożej Kodeńskiej u stóp, której modlił się Karol Wojtyła, a która czuwa nad nami. Na trasie mieliśmy wspaniałą pogodę. W grupie panowała przyjacielska atmosfera. W Kodniu spotkaliśmy najwięcej kibicujących nam mieszkańców.

Przebiegamy Kodeń i wyruszamy na trasę w kierunku Dobratycz. W miejscowościach na trasie naszej sztafety witają nas strażacy zabezpieczający drogi dojazdowe i mieszkańcy.

Finał naszej sztafety
O godz.21:30 dobiegamy do Dobratycz. Ostatnia zmiana – wszyscy biegacze wybiegają na końcowy odcinek naszej sztafety w Dobratyczach. Witają nas mieszkańcy (strażacy dodatkowo włączonymi syrenami strażackimi). Przy dźwiękach tych syren o godz.21:45 przekazujemy sztafetę i flagi biegu naszym kolegom z gminy Terespol życząc im powodzenia na trasie.

Moje zdumienie zaistniałymi na trasie zjawiskami było uzasadnione. Po końcowych podsumowaniach okazało się, że oprócz naszego maratończyka Jana Kulbaczyńskiego i dwóch biegaczy z Milanowa, którzy pokonali całą trasę (długości 22.9 km) przebiegł ją również całą Grzegorz Pluta, gimnazjalista. Trzech innych gimnazjalistów pokonało dystans 20 km, zaś 18 biegaczy dystans od 17 do 10 km. pozostali poniżej 10 km.

Podziękowania
Dzięki zaangażowaniu Gminnego Komitetu Organizacyjnego i kierowców autobusów zmiany biegaczy na trasie były płynne. Zapewniono nam bezpieczeństwo Fachowej pomocy w zabezpieczeniu biegu udzielili nam strażacy Ochotniczej Straży Pożarnej Kodeń pilotując samochodem OSP kolumnę biegu i zabezpieczając drogi dojazdowe wraz ze strażakami z Zabłocia, Okczyna, Dobratycz. Patrol Straży Granicznej w Kodniu zabezpieczał całą trasę biegu przez gminę Kodeń.

Dziękujemy im, że mogliśmy się czuć bezpieczni i widoczni na trasie biegu.

Dziękuję za wspaniałą postawę biegaczy – tych małych, większych i dorosłych. Oby była ona wspaniałym przykładem dla innych, którzy zechcą do nas dołączyć, aby dać świadectwo więzi z Tym, któremu ten bieg poświęcamy :

BYŁEŚ, JESTEŚ I ZAWSZE BĘDZIESZ W NASZYCH SERCACH.

Do zobaczenia na trasach sztafety.

 

 

Wyniki konkursu "Relacja z Kwietnego Biegu" 2006


Konkurs "Relacja z Kwietnego Biegu" rozstrzygnięty - Karolina Ferszt z Zielonej Góry laureatem.

Komisja Konkursowa na posiedzeniu w dniu 30.07.2006 zdecydowała o przyznaniu Katarzynie Ferszt głównej nagrody - zestawu satelitarnego ufundowanego przez firmę Dipol.
Nagrodzona praca, opisując wydarzenie sportowe i udział w nim młodzieży z Zespołu Szkół w gminie Brody, niesie w sobie przekaz ideowy o wysiłku, współpracy i odpowiedzialności grupy młodzieży, która dołożyła swoja cegiełkę w ogólnopolskim, sportowym hołdzie dla Jana Pawła II.

Postanowiono wyróżnić prace:

  • Piotra Beneckiego
  • Tomasza Dobosza

Komisja konkursowa: dr Agnieszka Kurnik - polonistka UJ, Tadeusz Szydłowski - Stowarzyszenie 10 czerwca, Piotr Waśniowski - przedstawiciel sponsora.

Dla Niego wszyscy biegliśmy

 

Karolina Ferszt

 

7 czerwca 2006 roku o godzinie 7.30 na szkolnym przystanku w Brodach planowana była zbiórka uczestników Kwietnego Biegu, który poświęcony był 27 rocznicy pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny.
Młodzież z brodzkiego Zespołu Szkół wraz z mieszkańcami gminy Brody czekała na wyznaczonym miejscu na przyjazd autobusu. Pojazd marki "Autosan" przyjechał planowo tzn. o 7.35. Wtedy pan Stefańczak wyciągnął z segregatora listę obecności uczestników Kwietnego Biegu i zaczął szczegółowo sprawdzać stan osobowy. Okazało się, że trzech osób nie ma. Na jego twarzy pojawił się niepokój. Pan Janusz chciał jeszcze chwilę poczekać, ale czas naglił. Była 7.43, a my o 8.11 musieliśmy być już w Mielnie, do którego z Brodów jest 20 kilometrów. Wszyscy wiedzieli doskonale, że przyjazd i odjazd autobusu jest uzależniony od szkolnych kursów i muszą na przystanku być planowo. Uczniowie pocieszali nauczyciela i mówili, że nieobecni zaraz dotrą. Przecież wczoraj zapewniali, że chcą pobiec dla naszego Ojca Świętego.

 
Zdążyli „rzutem na taśmę”

O 7.47 - pan Janusz stwierdza: "jedziemy", autobus rusza, a w tym czasie spóźnialskich na miejsce zbiórki podwożą rodzice. "Autosan"  zatrzymuje się i niepunktualni wchodzą do niego. Zdążyli „rzutem na taśmę” i szybko usadowili się na miejscach. Autobus rusza po raz drugi, uczniowie wyciągają flagi narodowe i papieskie, śpiewają i wznoszą okrzyki na cześć papieża i Polski. Przejeżdżamy 10 kilometrów, nasz nauczyciel obwieszcza, że otrzymał informację od koordynatora wojewódzkiego - Andrzeja Szczęsnego, że bieg jest opóźniony o 50 minut. Pan Janusz przegląda swoje notatki i mówi „Będą pewne zmiany w rozpisce, bo musimy odrobić stratę”. Nauczyciel proponuje, by chorążymi byli najszybsi, a pozostali biegli grupą z tyłu. Wszyscy słuchają i myślą, czy ten plan "wypali". Chorąży po przebiegnięciu wsiada do autobusu, a pozostałych biegnących na zmianie dowożą do niego samochody osobowe. Pan pyta jeszcze raz: „Wszyscy zrozumieli?”. Osoby zgromadzone w autobusie zgodnym chórem odpowiadają – „Taaaaaaaaaaaaaaaaaak”. Dwudziestoletni pojazd (mowa o naszym szkolnym autobusie) dojeżdża w końcu na miejsce graniczne gmin Gubin-Brody. Wszyscy wychodzą z autobusu, a pan Janusz znowu przypomina o zachowaniu szczególnego bezpieczeństwa podczas trwania biegu.

 
Kiedy oni będą?

Na miejscu są już ludzie dorośli z naszej gminy, którzy także uczestniczą w biegu. Trwa wyczekiwanie na nadbiegniecie gubińskiej sztafety. Co chwilę młodsze dzieci pytają: "kiedy oni będą"? Starsi odpowiadają im, że zaraz powinni być. Nagle ktoś z tłumu krzyczy „Biegną!”. Ktoś inny ripostuje „To tylko policja”. Rzeczywiście, widać policyjnego volkswagena, ale za nim nikogo nie ma. W końcu pojawiają się biegnący, a za nimi terenowy samochód z panem Andrzejem Madejem. Sztafeta podbiega coraz bliżej do miejsca przekazania zmiany. Nasza pięćdziesięcioosobowa grupa już z niemałym zniecierpliwieniem czeka na otrzymanie biało-czerwonej szarfy.


Naładowani pozytywną energią

W końcu następuje ta chwila - szarfę chorążego otrzymuje Aleksandra Kula, która część dystansu biegnie ze swoim dwuletnim synkiem - najmłodszym uczestnikiem biegu, a za nimi pozostali uczestnicy. Po 100 metrach Ola przekazuje syna babci i sama sprintem podąża do miejsca zmiany. I tak zmiana za zmianą nadrabiamy czas, który został stracony w nocy. Pomagamy w ten sposób innym, np. tym, którzy mieli gorsze warunki i tym, co czekają na naszą sztafetę. Tak, jak w życiu. Silniejsi powinni pomagać słabszym. W tym przypadku to my jesteśmy tymi silniejszymi, ale to nieważne, gdyż ważne jest to, że działamy dla dobra sztafety i na chwałę niezapomnianego Jana Pawła II. Chcemy przecież, aby zakończyła się o zaplanowanej porze. Podczas biegu wszyscy są bardzo zaangażowani i biegną dłużej, niż planował pan Janusz. Zmiany przebiegają bardzo sprawnie, nawet nie spostrzegliśmy, kiedy zmienia się rodzaj nawierzchni i krajobraz nas otaczający. Bieg rozpoczynaliśmy na kocich łbach, następnie biegliśmy wiejską droga asfaltową. Czas tak szybko leciał… Nasi biegacze znaleźli się na ścieżce rowerowej. Rondo w Zasiekach zostawiliśmy z tyłu i znowu wiejska asfaltówka. Tak przez trzy kilometry. Wbiegliśmy na teren wałów granicznych, które znajdują się nieopodal poniemieckiej fabryki prochu strzelniczego. Krajobraz piękny, wokół zieleń. Wszyscy jesteśmy naładowani pozytywną energią przesłania tego biegu i nie ustajemy w wysiłkach, by wszystko było bez zarzutu. Jak w życiu, cały czas idziemy do przodu i nie zatrzymujemy się nawet na chwilkę. Może troszeczkę zwalniamy, ale tylko po to, żeby zaraz przyśpieszyć.


Szarfa dla ziomków z Trzebiela

 Kończy się ścieżka wzdłuż wałów granicznych i zaczyna droga wojewódzka. Jest to ostatni odcinek naszej sztafety, gdyż po nim przekazujemy szarfę gminie Trzebiel. Odcinek ten jest bardzo niebezpieczny - znajduje się przy drodze do przejścia granicznego. Pan Janusz informuję nas, że ze względów bezpieczeństwa przebiegnie ten odcinek z osobami dorosłymi. Osoby niepełnoletnie muszą przekazanie szarfy oglądać przez okno autokaru. Bardzo nie podoba się to młodzieży, ale cóż - musi słuchać opiekuna. To właśnie pan Janusz jest chorążym na ostatniej zmianie i biegnie jak w transie. Przekazuje szarfę ziomkom z Trzebiela, coś z nimi omawia, podaje im dłonie do uściśnięcia i wchodzi z panem Madejem do autobusu. Wraz z Andrzejem Madejem dziękuje nam za udział w biegu i informuje, że nadrobiliśmy czterdzieści minut. W autokarze wybucha euforia.

Dla Niego wszyscy biegliśmy

 Zrobiliśmy to razem, solidarnie, słuchając człowieka, który nas prowadził. Na podstawie naszych przeżyć chyba wszyscy jednogłośnie możemy stwierdzić, że w Polsce da się jeszcze dużo osiągnąć. Kiedy na początku mamy jasno postawiony cel - można do niego zmierzać. My znaliśmy swój cel. Podczas biegu przyświecała nam idea jedności z osobą wiecznie żyjącego Jana Pawła II. To przecież dla Niego wszyscy biegliśmy i walczyliśmy z przeciwnościami losu i własnymi słabościami.
 

Kwietny Bieg – Sztafeta Wokół Polski

Piotr Benecki

6.000 znaków? No tak, nikt nie mógł przewidzieć, że znajdzie się ktoś, kto przemierzy ze Sztafetą Wokół Polski całą trasę i, że to co się będzie na jej trasie działo będzie aż tak niezwykłe. Nie pozostaje mi zatem nic innego jak przekazać ten największy w Polsce bieg w kilku najlepiej zapamiętanych obrazach. W końcu jeden obraz jest wart tysiąca słów.

 

Jabłonka

To tu przyszło nam stanąć na starcie Sztafety Wokół Polski i tu planowana jest meta naszego biegu. Pełen obaw przygotowuję się do startu. Przede mną 14 dni niewiadomej. Nawet nie wiem czy uda mi się tu wrócić. Może się okazać, że całe przedsięwzięcie jest zbyt trudne do zrealizowania, a mi nie starczy sił, aby kontynuować bieg i mą podróż wokół Polski.
Po uroczystej ceremonii, punktualnie o 17.00 ruszamy. Na pierwszej zmianie biegnie między innymi wójt Jabłonki. 35 osób biegnących z flagami narodowymi i papieskimi robi duże wrażenie. Ach, tak by się chciało żeby tak było do końca...

 

Nowy Żmigród

Powoli zaczynam się przyzwyczajać, że kolejne etapy obsadzone są przez grupy 30-50 osobowe. Może zbyt powoli, bo w Nowym Żmigrodzie trafiamy na grupę przeszło 100 osób. Kolumna biegu bardzo znacznie się wydłuża, między innymi o dwa autobusy towarzyszące biegaczom z Krośnieńskiego Klubu Biegacza, o liczne samochody Policji i Straży Pożarnej. Kiedy zapada zmrok biegacze z Krosna odpalają pochodnie. Przed nimi trudny nocny odcinek przez Bieszczady, a przede mną nocleg, jeden z niewielu na trasie sztafety.


 

Hrubieszów

Jadąc za grupą biegnących na zmianie, nagle dostrzegam księdza biegnącego w sutannie. Ciężko było go wypatrzyć, bo grupa jest bardzo liczna, później dowiem się, że na tym odcinku biegło przeszło 200 osób. Na początku traktuję to jako symboliczne włączenie się do biegu, ale czas upływa, a ksiądz biegnie dalej. Po godzinie nic się nie zmienia poza faktem, że sutanna wędruje powoli coraz wyżej i ksiądz trzyma ją na wysokości pasa. W końcu po półtorej godzinie daje za wygraną wsiadając na chwilę do naszego samochodu. W trakcie krótkiej rozmowy dowiadujemy się, że na co dzień wcale nie biega, ale bardzo chciał pobiec w sztafecie dla Jana Pawła II. Po chwili odpoczynku wysiada i biegnie dalej, aby dokończyć swój 16 kilometrowy bieg.


 

Włodawa – Hanna – Sławatycze

Przegrywam ze zmęczeniem. Coraz trudniej mi zapamiętywać kolejne miejscowości. Żeby nie zasnąć za kierownicą samochodu, jadąc bezpośrednio za kolumną biegaczy, zjeżdżam na bok. Muszę przespać się choć chwilę. Opuszczam siedzenie, wyłączam silnik, szybko odpływam w sen. Kiedy na dobre tracę kontakt z rzeczywistością, ze snu wyrywa mnie pukanie w szybę na wysokości mojej głowy. To Straż Graniczna, która jest nieodłącznym towarzyszem naszej sztafety. Ciemna postać przedstawia się i pyta o powód mojego pobytu w tym miejscu. Prawie spałem, ale już nie zasnę. Snop światła wędruje na identyfikatory i logo Kwietnego Biegu – „Pan jest organizatorem? To w porządku, bo my obstawialiśmy wasz bieg.” Ruszam dalej, widać nie dane mi jest spać.


 

Sławatycze

Mimo tego, że jest środek nocy, na zmianie biegnie kilkadziesiąt osób, którym cały czas towarzyszy autobus. Co kilka kilometrów biegnący zmieniają się. Nagle na poboczu widzę starszą panią idącą z zapalonym zniczem. No tak, snu brak więc i kontakt z rzeczywistością może być ograniczony. Jadę dalej. Po drugiej stronie widzę dwie osoby stojące przy ogrodzeniu ze zniczami... i jeszcze dwie. Nie mogę uwierzyć. Jest między drugą a trzecią w nocy! Kiedy widzę kolejne osoby, a potem jeszcze dwie, zatrzymuję się koło nich żeby zapytać o te znicze. „No jak to?” – dziwią mi się – „Ksiądz w kościele prosił żeby uczcić pamięć naszego kochanego Ojca Świętego Jana Pawła II i to światełko jest dla niego.” Odjeżdżam ze łzami w oczach. W to aż trudno uwierzyć. Dla tej jednej chwili warto było przejechać pół Polski...


 

Górowo Iławeckie

W Górowie Iławeckim w końcu tracę głos. Poważnie. Zaniemówiłem. Dosłownie i w przenośni. Biegnąc w radosnym tłumie kilkuset, może nawet tysiąca osób, dorosłych i dzieci, mam łzy w oczach. Pal diabli ja, Brodacz, który towarzyszy mi od Białegostoku też się wzruszył. Zapytajcie go podczas najbliższej imprezy, nie wiem, maratonu, setki, albo jeszcze innej ekstremalnej imprezy, co najbardziej zapamiętał na trasie Sztafety Wokół Polski, a jestem gotów założyć się, że powie dwa słowa – Górowo Iławeckie. Największa liczba uczestników na trasie Kwietnego Biegu, pobocze ustrojone wstążkami, kwiatami i obrazkami jak na Boże Ciało, Dzień Dziecka przełożony na dzień biegu i zorganizowany jako Święto Rodziny, atmosfera wielkiego święta. I ten radosny bieg, nie spotykany na żadnych zawodach.


 

Jabłonka na bis

Przed nami ostatnie 4 kilometry. Zmianę przejmuje młodzież. Są wypoczęci więc tempo wzrasta do 4:30/km. Jestem zmęczony. W ostatnich 5 dniach przebiegłem przeszło 100km w tempie dużo szybszym od planowanego. 4 kilometry. W ostatnich dniach walczyliśmy o to żeby dobiec, wiele odcinków było nie obsadzonych. Brak snu, zmęczenie, kilka kilogramów mniej, na twarzy dwutygodniowy zarost i ta wzmagająca radość, że jednak się udało. W końcówce trochę zwalniamy żeby zwartą grupą wpaść na metę. 17:50. Koniec. Przebiegliśmy razem 3.530 kilometrów...


 

Bydgoszcz

Wiem, Bydgoszcz nie znajduje się na trasie biegu, ale biedy budzę się pierwszej nocy, jestem przekonany, że w końcu przegrałem i zasnąłem za kierownicą samochodu. Przed sobą widzę w ciemnościach kontury jakiejś ciężarówki, nie widzę jednak biegaczy. Uspokajające słowa żony w pierwszej chwili nie docierają do mnie. Na chwilę kładę się i jeszcze raz wstaję nie mogąc uwierzyć, że Sztafeta Wokół Polski jest już za mną, że po pokonaniu 3530km i niesamowitych przeżyciach na trasie wróciłem do domu...


 

Do zobaczenia za rok

W wielu miejscach słyszałem słowa „do zobaczenia za rok” więc jeśli mogę się z Wami jakoś podzielić tym co przeżyłem – zapraszam Was na Kwietny Bieg 2007! Zapytajcie tych, którzy wzięli w nim udział w tym roku, powiedzą Wam, że warto, powiedzą... do zobaczenia za rok!

 

 

 

 Bieganie to mój żywioł”

Tomasz Dobosz

02-06-2006

14:45 – Właśnie rozpoczęła się moja przygoda z Kwietnym Biegiem. Wyruszam pociągiem z Piły do Elbląga. Jadę sam. Spakowałem najpotrzebniejsze rzeczy. Najchętniej zabrałbym tylko buty i strój biegowy, ale kto wie jak będzie wyglądała trzydniowa wycieczka po Wybrzeżu.


 

17:35 – nadal jadę i to bez opóźnień – brawo PKP! Zobaczymy, jak będzie w Elblągu. Brak dalszego połączenia do Rubna Wielkiego, gdzie mam rozpocząć swój odcinek. Ale będę miał kilka godzin do startu, więc najwyżej się przebiegnę. Ktoś się zastanawia, po co jechać taki kawał drogi? Żeby się przebiec? Odpowiedź: A dlaczego nie?! Nie będę pisał o swoich oczekiwaniach co do tej imprezy. Będzie jak będzie. Mam tylko nadzieję, że uda mi się pokonać deklarowane odcinki. Forma chyba mi na to pozwala, ale faktem jest, że jeszcze nigdy nie przebiegłem ponad 60km w trzy dni, a w zasadzie trzy noce.


 

20:25 – po wyczerpującej podróży pociągami dojechałem do Elbląga. Tak jak się spodziewałem o tej porze nie dojadę do Rubna niczym. Cofam się więc do Tolkmicka. Widać atmosfera sprzyja biegowi nawet 10km od trasy. Z powodu braku biletów studenckich w autobusie, kierowca zaproponował mi bilet chyba z największą możliwą zniżką. Jadę jako żołnierz Żandarmerii Wojskowej za 1,50 PLN. Trochę znużyła mnie podróż. Chciałbym się zdrzemnąć przed biegiem, tylko gdzie i kiedy?


 

Od tego momentu relacja jest pisana w domu 3 tygodnie po zakończeniu biegu. Najbardziej przy przepisywaniu relacji z kartki rozbawiło mnie ostatnie zdanie „... Chciałbym się przespać przed biegiem, tylko gdzie i kiedy?”. Na pisanie relacji w poprzedniej formie nie było czasu. Ale postaram się przybliżyć ci drogi czytelniku, to co działo się na trasie biegu.

 

W Tolkimcku, miałem przed sobą perspektywę spędzenia około 5 godzin w nocy, nudząc się w jakimś barze. Jakież było moje zaskoczenie gdy trafiłem prosto na II Zlot Motocyklowy. Koncerty, mnóstwo motocykli i wspaniali ludzie, których zdziwienie było ogromne, gdy dowiadywali się, że ja tam gdzieś w środku nocy mam biec. Około godziny 24.00 opuściłem przemiłe towarzystwo i zacząłem poszukiwać miejsca zmiany w Tolkmicku. Nie znalazłem niestety nic. Nachodziłem się po mieścinie dużo. Postanowiłem dojść do drogi, która prowadziła do kolejnej miejscowości. Około 1.00 siadłem na krawężniku, zjadłem kolację no i czekałem na autobus z biegaczami, a może nie będzie żadnego autobusu, może biegacze już przebiegli. Ale przecież dopiero za 15 minut mają tu być. Pytań było wiele, odpowiedzi na pustkowiu żadnej. Po prawie godzinnym oczekiwaniu  zauważyłem jakiś błysk na drodze. To były sygnały świetlne straży pożarnej eskortującej biegaczy. Za nią około dziesięciu biegaczy, no a za nimi tylko jeden samochód. No nic trzeba się zapytać czy mnie podrzucą. Zatrzymuje się wielka Toyota. Wsiadam do środka. Jeden człowiek, zarośnięty i z zachrypniętym głosem. Po przywitaniu się tajemniczy kierowca pyta się, czy to ja jestem "Fuzer" (chodzi o nick z forum biegajznami.pl)? Moje zdziwienie było ogromne bo spodziewałem się, że powinien tam być Bennet, którego miałem już okazję wcześniej poznać, no ale on Benneta nie przypominał na pierwszy rzut oka. Przypatrzyłem się dokładniej i faktycznie to był Piotrek Benecki vel. Bennet. Jak się okazało jedzie od początku trasy, czyli chyba siódmy dzień. Od dwóch nocy jedzie sam. Żal mi się go zrobiło, ale nie spodziewałem się, że później ja sam będę walczył ze snem i zmęczeniem.


"Nikt się nie zgłosił w naszej gminie"

Dojechaliśmy po godzinie do odcinka deklarowanego przeze mnie. Bennet też miał go pobiec, ale ktoś musiał prowadzić, a że był to mój debiut na KB postanowiłem, że nie wyręczę go jeszcze tak szybko. Pierwsze 10km w znakomitym towarzystwie. Tempo dosyć dobre, ale do wytrzymania. Nadrabialiśmy straty czasowe. Przeprawa promowa zastąpiona była motorówką ponieważ prom popłynął na legalizację. Po drugiej stronie miała być zmiana. Ale postanowiłem biec jeszcze dalej. Piotrek miał objechać trasę po mostach. Na drugiej stronie rzeki miłe przywitanie przez burmistrza i dwóch policjantów w radiowozach do obstawy. No ale nie sposób było nie zadać pytania: „ A gdzie są biegacze?” Odpowiedź była zaskakująca: ”Nikt się nie zgłosił w naszej gminie”. No to biegnę sam. Biegnę, biegnę. Biegnę już swój 15 kilometr. Cicho, pusto, 4 rano. Biegnę, przed oczami tylko radiowóz i z tyłu drugi, a ja biegnę. Piotrka nie widać – zabłądził gdzieś chyba. Tablice z kierunkami pozaklejane, no bo przeprawa nieczynna. Zresztą nie miałem mapy więc, wiele mi by nie powiedziały nazwy. Tablic z kilometrami również nie było. Po mniej więcej 25 km lekki kryzys. Ból w stopie. Nie mogę się przecież teraz poddać. Sztafeta musi trwać. Na szczęście ból mija. Przyzwyczaiłem się również, do braku wody. Na mniej więcej 30km pojawił się pierwszy zmiennik, ale Piotrka nie widać, więc biegnę dalej dla towarzystwa. Po kilometrze kolejna zmiana. Przebiegłem tak jeszcze 3 kilometry i wsiadłem do auta. Piotrka spotkałem niebawem. To był mój najdłuższy bieg w życiu. Zmieniliśmy się za kierownicą. Auto wspaniałe, duże, robiło wrażenie.

 

I tak już było do samego końca sztafety. Jazda, bieganie, odsypianie na tylnej kanapie. Trochę pozwiedzaliśmy, gdy gminy były dobrze obsadzone. Średnio, co trzecią noc spaliśmy w łóżku, dzięki kolejnym zmiennikom z biegajznami.pl Zenkowi, Zbyszkowi i Mirkowi. Zenek przejechał z Piotrkiem 12 dni, Zbyszek co jakiś czas dojeżdżał do sztafety. Mirek wspomagał nas na ostatnich odcinkach przez chyba trzy dni. Byli wspaniałymi towarzyszami podróży. Ludzie, których spotykaliśmy na trasie, również, bardzo mili, spontaniczni, pomagali nam jak tylko mogli. Proponowali noclegi, jedzenie. To było wspaniałe. Wiele zawdzięczamy też koordynatorom i tym gminnym i tym wojewódzkim. Zdarzało się, że zastępowali nas na noc, żebyśmy mogli odespać choć kilka godzin. Nocleg w łóżku to był naprawdę luksus. Prysznic to jak kąpiel w ekskluzywnym basenie. Całą podróż była wspaniałą przygodą. Przejechałem chyba około 2000km ze sztafetą. Przebiegłem w ciągu tych siedmiu dni 100km.


 „Do zobaczenia za rok!”

Niedospany, zmęczony, ale z każdym dniem coraz bardziej zadowolony i dumny, że sztafeta nadal biegnie mimo wielu trudności. Nie obstawione odcinki, które sami musieliśmy uzupełniać. Brak czystych, ciuchów na przebranie. Brak snu, czy drobne kłopoty z autem nie potrafią zamazać tych odczuć pozytywnych, które nas spotykały. Czasem tłumy ludzi na ulicach biegnących z flagami, udekorowane drogi, pamiątkowe zdjęcia sąsiadujących ze sobą gmin, to były chwile dla których warto organizować bieg i dla których warto się poświęcać. Wielu ludzi, których poznałem nie pamiętam z imienia, twarze też pewnie wymażą się z pamięci, ale wspólnie żegnaliśmy się zawsze słowami: „Do zobaczenia za rok!”

 

 


 


 


 

 

 

Kwietny Bieg 2006